Prosty sposób na kobiecą pewność siebie

Najczęściej nie wierzę w proste sposoby i uważam, że w większości przypadków u każdego działa coś innego. Istnieje jednak cały zbiór oczywistych oczywistości, które sprawdzą się zawsze np. takie, że ruch sprawia, że czujemy się lepiej, że warto ludzi komplementować czy, że każdy musi się czasem zatrzymać i odpocząć itd. Ostatnio uznałam, że definitywnie trzeba rozszerzyć listę tych rzeczy (mam na myśli listę kobiecą 😉 i wpisać do niej naukę sexy dance – obowiązkowo 🙂

Niedawno w ramach Tylko spróbuj zorganizowałam wyjazd o takiej właśnie tematyce. Przed wyjazdem zawsze robię ankietę dla uczestniczek, pytam czego się spodziewają, kim są, chcę dać dziewczynom to, czego oczekują. A tu okazuje się, że od sexy dance prawie nikt nie oczekuje, że nauczy się konkretnych ruchów czy stylów, ale po prostu chce się poczuć lepiej sama ze sobą, odkryć swoją kobiecość. Wybiegając w przyszłość  tej opowieści, na samym końcu, kiedy wszystkie panele miałyśmy już za sobą, siedziałyśmy razem przy chłodniczku, rzuciłam – „ej dziewczyny! To jak? Czujecie się lepiej same ze sobą?” …tu nastąpiła chwila ciszy…”a wiesz, że tak!” (powtórzone w różnych wariantach odpowiedzi dziewczyn). Mówiąc wprost, ja sama też poczułam się lepiej! Jak to działa (albo jak mi się wydaje, że działa):

  1. Stajesz przed lustrem, wokół Ciebie grupa dziewczyn, a przed Tobą oszałamiająco zmysłowa instuktorka. Szybki wniosek? Jestem kawałkiem klocka, drewniakiem, nigdy się nie nauczę! Okazuje się jednak, że po zrobieniu serii ćwiczeń rozciągających moje ciało zaczyna poruszać się lepiej, ładniej (nie lubię Cię siedzący trybie pracy!). Patrzę wkoło – wszystkie uczestniczki też zaczynają ruszać się coraz lepiej. I tu spirala ruszyła, coś wychodzi, cieszymy się, wychodzi coraz lepiej. Hmm…chyba potrafimy wyglądać sexy. Na szczęście spirala zatrzymuje się na satysfakcjonującym poziomie i udaje nam się powstrzymać od tańczenia w restauracji (chociaż bliska byłam zaprezentowania paru tricków z krzesłem 😉
  2. Okazuje się, że mamy różne oblicza. Sama zawsze mówię, że człowiek nie jest jednowymiarowy. Ale hmm…chyba trochę byłam – uprawiam bardzo męski sport – triathlon, ogólnie rzecz ujmując – zapomniałam trochę o tym, że mam też tę kobiecą stronę. Wydaje mi się, że wiele dziewczyn nawet nie zdaje sobie sprawy, że również zainwestowały przede wszystkim w jedną stronę swojej osobowości – walczą w pracy, w życiu, ścigają się. To nie jest złe, ale odkrywając inną siebie czujemy się po prostu świetnie.
  3. Jesteśmy razem, akceptujemy się, dajemy sobie moc i wsparcie. Wyjazd jest tylko dla kobiet – to sprawia, że tworzy się siostrzana atmosfera. Dodajemy sobie pewności siebie. Co i raz ktoś krzyknął na sali – hej! Ależ super Ci to idzie! Podoba mi się!
  4. Obserwujemy piękno różnorodności. Wiecie, że każda dziewczyna na wyjeździe wydała mi się autentycznie seksowna? Castingu nie było, przyjechały osoby o przeróżnych typach sylwetki, wzroście, kolorze włosów. Okazuje się, że wyświechtana prawda jest prawdą najprawdziwszą – seksapil to coś co pochodzi z wnętrza kobiety (okej, okej – zmysłowe kręcenie biodrami trochę pomoże 😉

Jeszcze przed wyjazdem rozmawiałam ze swoim przyjacielem, który zawsze jest bardzo szczery, powiedział mi: „i co? Kobiety muszą się nauczyć jakiegoś tańca dla faceta, żeby się poczuć lepiej same ze sobą?”. Mówiąc wprost, nie obchodzi mnie to czy ten taniec został wymyślony dla facetów, czy ktoś zatańczy czy nie zatańczy go przed kimś. Ważne, że wszystkie poczułyśmy się lepiej ze sobą! A dobro strasznie lubi się rozpanoszyć wkoło. Po wyjeździe, w poniedziałek, byłam tak naładowana pozytywnymi emocjami (tak, seksapilem również), że założyłam najkrótsze szorty jakie mam i szłam rozpromieniona przez miasto (a musicie mi uwierzyć, typem divy nie jestem 🙂

A jak ktoś jest zainteresowany wyjazdem to śledźcie tej oto zakładce (o tu >>) albo na Fan Page’u tu>>