fbpx
Jest taka trasa w trakcie której nagle zaczynam niepohamowanie śpiewać „ty masz mnie za głupią dzikuskę” i wykrzykuję, że świat jest piękny. I tą moją trasą dzielę się dziś z Wami. Bo skoro nie mogę organizować dla Was tradycyjnych wyjazdów z Tylko spróbuj to chociaż w ten sposób zorganizuję dla Was piękny czas.

Traskę najbardziej docenią osoby łączące w sobie dwie piękne pasje życia – ruch i żarcie. Oraz te które uwielbiają naturę i czasem chciałyby się poczuć jakby były bardzo daleko.

Jak się przemieszczać po trasce rozkoszy?  

Biegiem (jeśli 10 – 15 km jest dla Ciebie ok) lub rowerem. Można też pieszo, ale rzecz oczywista – wtedy zajmie troszkę dłużej, myślę jednak że nadal będzie to przyjemna sprawa.

Jakie rozkosze czekają na ścieżce?

Najlepsze pączki w mieście, super burrito, quesadille, szparagi prosto z pola, punkty widokowe, brzozowe zagajniki, Mazowiecki dąb Bartek, kręta ścieżynka nad piękną rzeczką, szparagi prosto z pola.

Jak się dostać?

Poniżej znajduje się rozpisana trasa (ale polecam przeczytać też opis). Dla niezmotoryzowanych – najlepiej dojechać pociągiem na PKP Falenica. Dla zmotoryzowanych – zaparkujcie obok punktu „Start Ścieżka biegowa Falenica” (taki punkt pojawi się, gdy wpiszecie w Google maps, jest zaznaczony również na mapie

Punkt 1

Na trasie znajdziecie „Bar przy stajni” – cudowny bar w środku lasu. W szparagowym okresie można zakupić tam szparagi prosto z pola. Ale żeby je kupić należy w przeddzień napisać swoje zamówienie na numer 607 397 179. Wtedy nasze szparagi zostaną zebrane następnego dnia rano. I to są najlepsze szparagi jakie jadłam w życiu!

Trasa – etap pierwszy

Jako leśny lud uwielbiający chodzi po chaszczach polecam Wam po prostu zerknąć na mapkę gdzie jest Góra lotnika i wybierać sobie własne ścieżki. A dla tych, którzy lubią czuć się bezpiecznie – trzymaj się szczytu wydmy.

Etap drugi, ten w którym wchodzimy w las głębiej

Naszym celem jest miejscowość Emów (polecam pokręcić się po niej i obejrzeć domki znajdujące się głębiej w lesie – jest letniskowo!). Emów ma jedną główną drogę, jedyny sklep jaki tam jest mamy minąć mając go po lewej stronie. Gdy skończą się ostatnie zabudowania to skręcamy w ścieżynkę w prawo (ścieżka ma jedno rozgałęzienie i wybieramy „w lewo”). Trafiamy na malowniczą rzeczkę Mienia. Jest kręta, piękna i kochają ją bobry. A ścieżynka zaprowadzi nas na drewniany mostek zbudowany na powalonym drzewie. Konieczne fotunie!

Etap trzeci – duma okolicznych mieszkańców

Gdy miniemy rzeczkę skręcamy w prawo. I to jest flagowa trasa, którą się pokazuje przyjezdnym, gdy się chce przyszpanować jak to u nas fajnie. Goście z rodziny “bardziej profeska” ścieżkę nazywają single trackiem – bo przecież jesteś kozak jak jeździsz na łykendzie single tracka, a nie po prostu wąską ścieżką. W pewnym momencie traficie na dumę razy tysiąc – czyli naszego mazowieckiego „Bartka”. I ta trasa jest naprawdę zachwycająca. Śpiewają ptaki, kwitną kwiaty, a w krętym wąwozie piętrzą się powalone przez bobry drzewa. ODLOT!

A to jest etap kiedy już myślisz o tym, żeby coś zjeść

Wiadomka – jedzenie warto sobie zamówić wcześniej. Wchodź na Facebooka Food Track El Camino w momencie gdy ze ścieżuni wejdziesz na asfalt. Kierujesz się w prawo. To jest zwykład droga, bez specjalnych widokównie. Korzystasz więc z okazji i wybierasz boskie jedzenie. Zamów telefonicznie – będzie gotowe akurat jak zajedziesz/zajdziesz/zabiegniesz (chyba, że jesteś ultra szybkim zwierzem, ale to już negocjuj czas z ludźmi z food trucka). Z drogi asfaltowej skręcasz w prawo w pierwszą możliwą drogę (za większym budynkiem mieszkalnym). Kierując się cały czas prosto (znów w lesie) trafiasz znów na Górę lotnika. Tu najlepiej wpisz sobie w nawigację punkt – Jałowcowa 33, Józefów. Tam będzie czekać Twoje żarcie.

I tu jest zagwostka organizacyjna – bo możesz zjeść na miejscu (porcje są sporaśne). Ale ja polecam się wstrzymać. Skierować się z ciepłym jedzonkiem do lasu i gnać do miejsca „Morskie oko” – Aleksandrów (taki punkt znajduje się na Google maps). Jest to małe jeziorko w lesie. Ale jest to kawałek drogi więc ciepłotę jedzenia utrzymacie wyłącznie prędkością rowerową.

Opcja dla wolniejszych? Zjedz w lasku w okolicy Food Trucka.

Etap dalszego pieszczenia kubków smakowych

Kierujesz się w stronę „Cukiernia Andrzej Kozak” – to lokalny hit. Koniecznie bierzcie pączki. Jeśli jeszcze nie byliście nad Morskim okiem – to polecam tam właśnie skonsumować słodkości.

Protip – przy jeziorku znajduje się siłownia plenerowa. Jeśli chcesz zjeść jak najwięcej to możesz powtarzać sobie, że przecież na pewno poćwiczysz na tej siłowni (ostrzegam jednak, że jeśli uprzednio zjedliście jedzenie z Food trucka to raczej nie ma mowy o ćwiczeniu). 

Etap ostatni

Jedzonko do domu! Czyli szparagi. Jest to bardzo blisko. Odbiór szparagów jest w miejscu zaznaczonym na mapie jako „Bar przy stajni”. Nie wiem jaka jest sytuacja epidemiologiczna gdy czytacie ten wpis – może miejsce będzie już otwarte i będzie można sobie strzelić tam browarka na miejscu.

Trasę można zrobić na szybko, a można rozkoszować się nią też cały dzień.

Mi robi dobrze i naprawdę daje mi poczucie przebywania z daleka od miasta z magicznymi zakątkami za rogiem.

Cóż…mam nadzieję, że niedługo wyruszymy już wspólnie na wycieczki bliższe i dalsze!